XIX Niedziela, 9.08.2026
Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał.
Łódź zaś była już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli.
Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!»
Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!»
A On rzekł: «Przyjdź!» Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!»
Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?»
Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: «Prawdziwie jesteś Synem Bożym».
SŁOWO MEDYTACJI
Chrystus dzisiaj powtarza każdemu z nas: „Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!”. Czyli - odwagi, bo Ja tu jestem, bo już nie jesteś sam na wzburzonych wodach życia. A zatem, co należy robić, kiedy znajdujemy się na otwartym morzu i zdani na przeciwne wiatry? Co robić w chwilach lęku, który jest otwartym morzem, kiedy widać tylko ciemność i czujemy się zagubieni? Powinniśmy zrobić dwie rzeczy, które w Ewangelii robią uczniowie. Co robią uczniowie? Wzywają i przyjmują Jezusa. W najgorszych, najmroczniejszych, burzliwych chwilach trzeba wzywać Jezusa i przyjmować Jezusa. (Franciszek)
